piątek, 13 września 2013

Dmuchawce czy piórka?

Obecnie domki, liski, sarenki. Kiedyś lawenda, ważki, maki. MOTYWY. Odkąd pamiętam moja mama, pasjonatka pięknych rzeczy i miejsc, w upiększaniu naszego domu posługiwała się motywami. Wiele 'moich motywów', to tak naprawdę Jej miłostki. Cóż, niedaleko pada jabłko... ;) Jeden tylko problem z tymi motywami był zawsze. Dostać coś z maminym motywem- to był dopiero wyczyn! Bo to wizjonerka jeżeli chodzi o wnętrzarskie trendy. Tego co ją zachwyca nie ma nigdzie. Po kilku latach jest wszędzie;) I wtedy ona mówi motywowi adios. Są jednak takie motywy, które towarzyszą nam od lat. Bo z motywami jak z imionami- są nietypowe, są popularne i są też takie imiona, które pojawiają się w każdym pokoleniu, ale w małym natężeniu. Spotykamy je od czasu do czasu i wtedy przypominamy sobie, że w ogóle są.
I tak piórka i dmuchawce przewijają się przez mój rodzinny dom od lat. To tu, to tam, nigdy w nadmiarze i może dzięki temu są obecne na naszej 'liście motywów'  tak długo. I choć gdzieś tam, w świecie, je spotykamy, nie są jakoś szczególnie " chodliwe". 
Kiedy zobaczyłyśmy, że akurat te dwa motywy  królują w tym magicznym miejscu- a mowa o SZAFIE TOSI-  pytanie zadałyśmy sobie tylko jedno " Co wybrać!?". Ostatecznie ' Baba Asia' zdecydowała się na  śpiwór dla Księciula ( pokażemy zimą) i pufy dla siebie. Ja jestem na etapie, że chcę WSZYSTKO. Oglądam ( codziennie!), rozważam, zbieram fundusze... :)
Przychodzi paczka. Otwieramy. Co tam motywy, co tam, że kolorystyka totalnie nasza. Jakość materiałów i wykonania powala. I to cudo jest nasze, polskie !
A osoba, za sprawą której trafiły do nas te małe, domowe arcydzieła - wyjątkowa. I pomyśleć, że to piórka i dmuchawce zaprowadziły nas do Niej... To sprawia, że lubię je jeszcze bardziej :)
























Szafa Tosi : blog i  sklep
Ubranka: Dekopaka

wtorek, 10 września 2013

Pod krawatem.

Znacie " Wspólną szafę"? Kilka dni temu odpakowaliśmy prezencior od nich. Czarno- biały. Z krawatem. I z nutkami!A wszystko to skumulowane w  jednej koszulce.  Idealnie:) Ten niepozorny t-shirt jest niczym kameleon. W połączeniu z bojówkami -idealny do gry w piłę, z dżinami- na muzyczne zajęcia, na które Księciulo radośnie uczęszcza raz w tygodniu, z czaderską marynarą- na imieniny u babci:) " Wspólna szafa" ma też bodziaki w swojej ofercie, ach jaka szkoda, że już się na nie wiekowo nie załapaliśmy! Coś czuję, że Miesio obskoczyłby w nich chrzest, roczek, wszystkie mniejsze i większe święta... Bo typowo 'galowym ubrankom' mówimy:  nie, nie, nie! I to nie tylko dlatego, że nasz ruchliwiec musi mieć przede wszystkim wygodnie;)  
Najbardziej podoba mi się to, że kolor koszulki i krawacior wybieramy sobie ( z szerokiej oferty) sami. Jeśli ktoś dodatkowo ma  pomysł  by ubrać w to samo siebie i Małe- bez problemu go tu zrealizuje. 
Tym samym wpisujemy Wspólną szafę na listę naszych ulubionych, rodzimych, ubrankowych firm. Nad zaletami kupowania u " naszych" nie będę się chwilowo rozwodzić... Warto!










Wspólna szafa: tu i tu (fb)

poniedziałek, 9 września 2013

Męska rzecz.

W dzieciństwie przyjaźniłyśmy się my, teraz przyjaźnią się nasi synowie. W zasadzie, to nie mają wyboru-matki uparły się spotykać- chłopaki muszą ze sobą obcować. Czasami mam wrażenie, że są jak ogień i woda. Innym razem wydają mi się nieziemsko podobni ( a jacy uparci obaj!). Ich przyjaźni łatwa nie będzie. To pewne. Nasza chyba też taka nie była... ;)











Siedzimy na ganku, pijemy kawę, patrzymy na ganiających za piłką, wszystkich naszych  facetów ( a w sumie mamy ich pięciu!). Śmiać mi się chce kiedy przypominam sobie nasze marzenia sprzed lat. Marzenia o przyszłych córkach, o koronkach, falbankach i dziewczęcych imionach.O całym tym babskim świecie. A teraz? Teraz obie nie wyobrażamy sobie świata bez naszych chłopaków! I już nie znamy się na kitkach i dobierańcach; tiulach czy falbankach. Auta, piłki, traktory- to teraz nasz chleb powszedni. Budujemy garaże, strzelamy gole, kupujemy bojówki w rozmiarze 98... Jest super!:)











piątek, 6 września 2013

Książkowy nr 1? Ela!

U nas dzisiaj obiecany- dawno temu- książkowy post. Nasz pierwszy. Sama nie wiem dlaczego tak późno... Książki dziecięce zalewają naszą przestrzeń. Na regale w Mieszkowym pokoju, na regale w salonie, w kartonach, na półkach, półeczkach, na kanapie, za kanapą, na pralce, w kuchni na parapecie, u jednej babci i  u drugiej, w samochodzie... Gdzie ich nie ma? 
Myślę, że od pisania o nich powstrzymywało mnie tylko to, że Olga ( O tym, że...) i Kredka ( Klocek i Kredka) napisały już o literaturze dla Małych prawie wszystko! Ale nie pisały chyba o naszym niekwestionowanym hicie?! Mowa o Eli.  Zanim jednak o Eli, słowo o Zakamarkach. Mamy naprawdę duuużo książek, ale spośród wszystkich, te Zakamarkowe, to nasze (Mamowe, Tatowe i co najważniejsze- Mieszkowe) NAJUKOCHAŃSZE! Kupujemy, czytamy i przeglądamy- pasjami!



Kiedyś Mieszko uwielbiał Maksa, czasem lubi spędzić kilka chwil z Trusią i Cynamonem, gdy nie ma humoru  rozśmiesza Go rodzinka Binty.  Wykraczając poza  świat zakamarkowy- są dni kiedy lubi odwiedzić Bobo ( nie mylić z zakamarkowym Babo;)) i park Percy'ego, od czasu do czasu wpaść z wizytą do kolorowego świata Elmera... Ale jest jedna taka postać, która towarzyszy nam  codziennie- niezależnie od chwili, nastroju i sytuacji. Jest  z nami na dzień dobry i na dobranoc. Na placu zabaw i w podróży. Je z nami obiad i kolację.
To  Ela.

Czasami zachodzę w głowę- co takiego jest w tej małej, że tak zaczarowała naszego Księciula? No, dlaczego akurat Ela??
I chyba wiem dlaczego ona. Ela jest podobna do Mieszka a świat Eli przypomina ten Mieszkowy. Miesio ten świat zna i rozumie. I każde zdanie, każde słowo, które pojawia się na stronach tej książeczki jest dla niego jasne i oczywiste. Ot, i cała magia:)
Ela ma mamę i tatę i kumpla. Mieszko też!
Ela kocha przygody, ale czasem się czegoś boi ... (np. kraba). Mieszko też!
Ela bardzo chciałaby popływać, tylko... woda w morzu jest taka zimna! Mieszko też tak ma!
Ela czasem nie chce włożyć skarpetek. I spodenek. I swetra. Woli kapelusz Dziadka. Mieszko też!
Ela ma swoją jabłonkę a na niej ulubioną gałąź, na której lubi przesiadywać. Mieszko też ( w sadzie Babci i Dziadka).
I tak mogłabym wymieniać do rana...
I co? Pewnie myślicie, że ja Wam tę Elę teraz będę polecać? O nie! Ja Wam powiem: trzymajcie się od Eli z daleka! Bo jak Wasz Bąk ( w wieku zbliżonym do Elowego) ją pozna, to już o rozstaniu mowy nie będzie! I dojdzie do tego, że będziecie treść Eli znali na pamięć (i to na wyrywki),  że będzie Wam się po nocach śniła! Zresztą co tam Mama, co tam Tata, Mieszko też już zna treść Eli na pamięć!
Siedział, a było to kilka miesięcy temu,  podejrzanie cicho w swoim pokoiku, zrobiłam więc to co robią zwykle matki w takich sytuacjach- dopadłam szpary w drzwiach i zaczęłam Mieszkula szpiegować;)  Co zobaczyłam? Księciulo siedział na krzesełku, z Elą na kolanach. To mnie akurat nie zdziwiło wcale, ale... przewracał strony i  recytował:
- Ela nie ce swetelka! Moze kotek ceee!
- Ela nie ce capy! Moze lala ceeee!
itd.















Wiecie co w Eli jest najfajniejsze? Tomik "Ela na plaży" czytamy  z przyjemnością na plaży, "Jabłonkę Eli" zabieramy zawsze do sadu, a " Ubranka Eli" są u nas grane podczas porannego ubierania skarpet;) Ela jest dobra na każdą okazję. Czyli jednak polecamy!

Ela do kupienia TU