poniedziałek, 5 października 2015

Tęsknota.


Ile razy zatęsknię. Za rzeką, która przez centrum miasta płynęła. Za tą ławką na której siedziałam. Przed którą On klęknął i zapytał czy żoną Jego będę. Za miejscem, w którym się urodził nasz Syn. Za placem zabaw, na którym pierwsze kroki stawiał. Za piekarnią, w której Mu pierwszą bułkę kupiłam. Za mieszkankiem tamtym. Malutkim. Wynajmowanym. A tak naszym. I za ludźmi, którzy zostali tam. I kontakt się urwał, życie pędzi jak szalone przecież, czasu nie ma. Ile razy zatęsknię za tamtym... Przypominam sobie jak tęskniłam będąc tam. I jak tęskniłabym, gdybyśmy nie byli tu. Za Dziadkami na co dzień, nie od święta. Za sadem rodziców, ogrodem dziadków. Za zupełnie przypadkowymi spotkaniami na mieście z ludźmi, których znam od lat. Od dzieciństwa. A przede wszystkim za tym uczuciem, że jestem u siebie. Za tym by nasze miasto rodzinne było też Jego rodzinnym miastem. I znając zupełnie inną rzeczywistość, nie mogę wciąż nadziwić się jakie to uczucie, gdy On porusza się tymi samymi ścieżkami co mała ja. Ogromnie mnie to wzrusza. I nieważne czy będzie kiedyś mieszkał z nami po sąsiedzku, czy na drugim krańcu świata. Jego rodzinne miasto zawsze już będzie tam gdzie nasze.


Prosicie, by pod każdym wpisem linkować zawartość małej szafy, więc:

Czerwona koszula, dżinsy, sweterek, bluza w grzybki- tu nie pomogę, to łupy z sh (h&m, rebel)

Granatowe dresy- tu pomogę, to nasza kochana Zezuzulla! Jesieni bez tych portek sobie nie wyobrażam, kupujemy co rok :)


12 komentarzy:

  1. Ja też tęsknię za "naszym" pierwszym mieszkaniem. Nie za tym studenckim ale za tym wynajmowanym już w małżeństwie. Pamiętam, że chociaż było niewielkie, to płakałam kiedy wyprowadzaliśmy się z niego z roczną Hanią. Dziś myślę, że ta wyprowadzka była jednak ogromnym krokiem milowym do przodu. Dużo się od tego czasu wydarzyło i nie żałuję tych zmian, z sentymentem jednak wspominam tamten kąt. To przecież dom w którym urodziło się i pierwsze kroki stawiało nasze dziecko. Takich miejsc nie da się zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie da się. Tęskni się już zawsze, a pomyśl jak nam tęskno będzie do tego za lat dziesiąt! :)

      Usuń
  2. Liście i kasztany na spacerze, ciepły koc i herbata z miodem, jesień się już wkradła na Twoich zdjęciach też, cudne jak zwykle. Pozdrawiam Was Karolinko. Ewa

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspomnienia to najcenniejsza skarbnica w głowie :) ..zwłaszcza te kojarzące się jako "pierwsze" :):) Super post i świetne kadry.. jak zwykle :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej ojej - tak mnie tu przypadkiem dogooglało do Twojego bloga, a tu tak miło!
    I mamy ten sam plecak Skip Hop! Chociaż ja ciągle z sentymentem spoglądam na Skip hopową pszczółkę, której młodzieniec mój dorosły juz nie chce nosić, bo jest taka dzidziusiowa.
    Och, no wzruszyłam się tu u Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć, zaglądaj częściej :) Ciekawe kiedy nasz Młodzieniec wyrośnie z lisa, poki co się nie rozstają :)

      Usuń
    2. Słodkie sa te plecaczki Skip Hopa :) Moja córeczka szaleje za swoim z motylkiem, mam nadzieję, ze szybko jej sie nie znudzi, smutno tak patrzec, jak dzieci dorastaja, nie chca się przytulać do mamy,a jeszcze niedawno ukochane zabawki zaczynaja uważac za infantylne..

      Usuń
  5. uwielbiam taką jesienną czerwień na zdjęciach .... i ten intensywny niebieski kolor oczu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja to w ogóle taka bardzo sentymentalna - żal mi było nawet auta, kiedy je sprzedawaliśmy. To nim nasze córki wróciły ze szpitala do domu, pierwsze wspólne wakacje we trójkę, we czwórkę też nim ... A za niedługo przeprowadzka i już nie wiem jak zostanie to nasze małe mieszkanko. Piękne zdjęcia, patrzę i patrzę no i wracam :)

    OdpowiedzUsuń