niedziela, 15 lutego 2015

Jak robić zdjęcia dzieciom? /1


Obiecałam kiedyś wpis o zdjęciach. Minęło sporo czasu, postanawiam choć ułamek tej obietnicy spełnić ;) Zainspirował mnie ostatnio do tego sam Mieszko. Ponieważ zostałam poproszona o zrobienie kilku zdjęć uroczemu roczniakowi (TU), realizowałam właśnie pomysł zaczerpnięty od one little happiness (ściana oklejona kartkami z nieczytanej już książki). Postanowiłam wykorzystać małe rączki do pomocy, kleiliśmy dobrą godzinę. 

- Mamo, po co to przyklejamy?
- Zrobimy takie tło, odwiedzi nas chłopczyk i zrobię mu kilka zdjęć.
- Mamo, mi zrób, proszę!- zakrzyknął radośnie i zaczął ustawiać się do zdjęć.

Zrobiłam, choć nie chciałam. Dlaczego? Czy to możliwe, że ktoś kto tak maniacko robi swojemu Synkowi zdjęcia nie cieszy się na radosną deklarację pozowania? Możliwe. Prawda jest taka, że nie lubię pozowanych zdjęć. Oczu wpatrzonych prosto w obiektyw, sztucznych uśmiechów i min. Póki Miesio był mały, zdarzały się takie pozowane sesyjki. I wiecie co? Ja tych zdjęć nie lubię! To nie one są przez nas wywoływane, ich nie znajdziecie na kartach naszej fotoksiążki. Pewnie, że lubię Jego portrety i zdjęcia gdzie patrzy tymi swoimi oczyskami w kadr, ale wolę je złowić w warunkach naturalnych niż w ustawianej sesji.

Poniżej próbka tego jak wyglądają pozowane zdjęcia naszego Dziecka- wygłupy lub grzeczna (nudna!) minka. Lubi też wystawić język, zrobić zeza i udawać, że śpi ;) Przy okazji możecie 'od kuchni' zobaczyć książkowe tło, bardzo pomysłowe i proste w wykonaniu :) 


Zanim napiszę jakie zdjęcia robię, kocham, chcę mieć w albumie- wyjaśnię o co chodzi w cyklu "Jak robić zdjęcia dzieciom?". Po pierwsze- nie da się tego ugryźć w jednym wpisie, dlatego cykl. Każdy odcinek będzie poruszał inne kwestie związane z fotografowanie Małych. Po drugie, będą to rady totalnie amatorskie, bo ja jestem amatorem- samoukiem. Ja nie wiem jak zrobić dobre zdjęcie. Ja czasem to czuję. Jeśli marzą Wam się zdjęcia profesjonalne- nie szukajcie tu odpowiedzi jak takie zrobić;) Jeśli często robicie zdjęcia swoim Dzieciom i kochacie to tak jak ja, nie znajdziecie prawdopodobnie w tym wpisie nic odkrywczego ;)


GDZIE ROBIĆ ZDJĘCIA I ILE TO TRWA?

Najważniejszy punkt programu, to wybór miejsca. Takiego, w którym na nasze Dziecko coś ciekawego czeka. Staram się robić zdjęcia w miejscach, w których jest szansa, że Mieszko się zapatrzy, coś go zaciekawi, pochłonie bez reszty. Nie chcę by miał świadomość, że ja za nim biegam i pstrykam fotki. Nie chcę żeby czuł się obserwowany. On zajmuje się sobą i otoczeniem, Mąż nim, ja zdjęciami. No właśnie, Mąż. Często jest niezbędny. Moje dziecko jest absorbujące, a kiedy mam aparat, nie oszukujmy się, nie jestem wtedy Mamą na wyłączność. Rozmawiać i przeżywać coś wspólnie z Dzieckiem zza szklanego obiektywu? Ja nie potrafię. Dlatego na więcej niż kilka zdjęć pozwalam sobie wtedy gdy ktoś inny jest z Miesiem. Ja zamieniam się w obserwatora. Wyczekuję. O, kolejny punkt programu. Czas. Kiedyś myślałam, że pójdziemy na spacer, raz, dwa zrobię kilka zdjęć i już. Nie. Odkryłam, że warto poczekać, wychwycić odpowiedni moment. Nie mówię "Miesio, idź teraz pozbieraj te kwiatki.", czekam aż sam na to wpadnie. To gwarantuje naturalny, szczery obrazek, który nierzadko wygląda na pozowany kadr! W domu robię zdjęcia w podobny sposób. Aparat leży w zasięgu ręki, kiedy w naszej codzienności zdarzy się ten idealny na zdjęcie moment- ja jestem gotowa.
Wracając do miejsca. Zdecydowanie wolę plener. Lepsze światło, wiadomo. Ale też daje więcej możliwości niż ciasne mieszkanie. Poza tym łatwo znaleźć to odpowiednie miejsce. Park, las, port nadrzeczny, sad Dziadków, ogród Pradziadków, polna droga- tak wiele możliwości. Zdjęcia z tego wpisu zostały zrobione na łące koło lotniska i stadniny koni. Miesio zajął się obserwacją samolotów, koni- ja działałam. Zdjęcia z tego dnia, choć inne, pokazywałam już TU. Czego warto szukać? Zwierząt, kwiatów, które można zbierać, huśtawek, górek z których można się turlać. Jednym słowem wszystkiego co może zainteresować Malucha. 
W domu najlepiej dać Dziecku zajęcie. Robię zdjęcia kiedy Miesio ogląda książeczki, układa puzzle, puszcza bańki mydlane, bawi się, gawędzi z Tatą, obserwuje co się dzieje za oknem, ogląda bajkę. Śpi!- jakie piękne zdjęcia możemy zrobić w czasie drzemki nie męcząc naszego Dziecka! Jednym słowem czekam na chwilę, kiedy moje Dziecko jest czymś zajęte i mnie nie potrzebuje.


CO Z TYM BAŁAGANEM?

Czasami koleżanki pytają czy zawsze mam porządek w domu, czy Miesio zawsze kolorystycznie dopasowany. Haha, dobre sobie! Zanim zrobię zdjęcie... odsuwam stertę niepotrzebnych rzeczy nogą. Poza kadr ;) Czasem jest to góra ciuchów do prasowania, innym razem Miesiowy zabawkowy bajzel. Po co mi bałagan na zdjęciach? Radzę Wam również użyć nóg, bo suszarka z rozwieszonym praniem czy nadmiar rzeczy odsunie uwagę od obiektu, któremu chcemy zrobić zdjęcie (w tym wypadku jest nim nasze Dziecko) ;) W plenerze natomiast wybierajmy miejsca wolne od czynników zakłócających (samochody, reklamy, inni ludzie). Oczywiście od każdej reguły jest wyjątek, czasem fajnie wygląda zdjęcie zrobione w tłumie, czy w domowym rozgardiaszu. A co jeśli zrobiłaś dobre zdjęcie, ale nie zadbałaś o brak zakłócaczy?  Zobacz jak zdjęcie będzie wyglądało w wersji blak&white, czasem o niebo lepiej! Z ciuszkami natomiast sprawa ma się tak, że kiedy przypuszczam, że będzie szansa na zdjęcie (dzień wolny, dużo czasu, dobre światło) ubieram rano Miesia tak by jako tako wszystko ze sobą (i ewentualnie z wnętrzem) grało. Później już o tym nie myślę. Plamy na bluzeczce wyglądają u Maluchów całkiem uroczo, a jeśli nawet nie- jest jeszcze program do edycji zdjęć. A jeśli zupełnie nie planowałam zdjęć, a Mąż ubrał Dziecko w czerwone spodnie i pomarańczową bluzkę? ;) Pozostaje b&w. Jeszcze jedna rada- jeśli wiesz, ze będziesz często robić Maluchowi zdjęcia w domu- pomaluj ściany na biało, zdjęcia w pomieszczeniu pomalowanym na żółty, zielony czy jakiś ciemny kolor wychodzą zdecydowanie gorzej. My mamy białe ściany i białe meble. Robotę nieco psuje olbrzymia zielona kapa na sofie ;)


KIEDY SIĘ ZA TO ZABRAĆ?

Jeśli chcesz robić fajne zdjęcia, pstrykaj cały czas. Nie żartuję, trening czyni mistrza. Oglądam zdjęcia, które robiłam kiedyś i dziś. Różnica jest ogromna. To znana prawda, że trening czyni mistrza :)
Ważna jest również pora dnia. W domu, zwłaszcza zimą, robię zdjęcia koło południa. W plenerze wiosną, latem, jesienią- albo skoro świt, albo tuż przed zachodem słońca. Światło jest wtedy miękkie, świetliste, ciepłe, klimatyczne.  Nigdy nie robię zdjęć w pełnym słońcu. Bardzo lubię zdjęcia robione pod słońce. Możemy wtedy liczyć na flarę- dla niektórych efektu uboczny, dla innych bardzo pożądany. Moim zdaniem zdjęcia robione pod słońce są pełen magii! Oto kilka takich zdjęć:



Uff, napisałam się, zdjęć nawklejałam. Na dziś to tyle, ciąg dalszy nastąpi. Zapraszam Was do dyskusji, jeśli macie jakieś pomysły, rady,  sugestie odnośnie miejsc, czasu, pory fotografowania. Linki do Waszych zdjęć mile widziane :)

Z szafy Mieszka:

Pozowane zdjęcia w domu : na te nieplanowane zdjęcia, zupełnie przypadkowo załapał się nasz ulubiony i najwygodniejszy zestaw ubrankowy. Same hity prane i noszone na okrągło :) Bluzka Indikidual dostępna w sklepie Dla Krasnala, Spodnie- Pracownia Miluba , paputki- jak zwykle Slippers Family, tylko je uznajemy :)

Lotnisko- całość H&M

środa, 11 lutego 2015

Philip.





Mało nas tutaj, mało. Kiedy patrzę na częstotliwość wpisów z tego i tamtego roku... jest różnica. Ale w tamtym roku Mieszko nie fundował nam tyyylu atrakcji chorobowych, jestem więc usprawiedliwiona ;)
Dziś na zdjęciach nie będzie Miesia i kadrów naszej codzienności. Zakładam, że nie zaglądacie tu by popatrzeć na stertę chusteczek higienicznych, baterię syropów i inhalator ;)  Za to pokażę Wam jaki fajny kawaler ostatnio nas odwiedził. Poznajcie rocznego Philipka .



poniedziałek, 2 lutego 2015

Świat dziecka.




Świat dziecka. Mojego. Jaki jest? Pełen wyobraźni i magii. Czarów i cudów. Dobrych ludzi, pięknych rzeczy. Brak w nim miejsca na prawdziwą zazdrość, na pogoń za czymś czego mieć nie można. Brak miejsca na sytuacje i problemy, których rozwiązać się nie da. Świat mojego Syna, to dobre i bezpieczne miejsce. Nie wiem ile jeszcze takich błogich lat przed Nim. Chciałabym wyszarpać od losu jak najwięcej. Tych słodkich chwil, kiedy patrzy na mnie ufnie, swoimi wielkimi oczyskami i zna rozwiązanie każdego mojego dorosłego (czasem tak bzdurnego) problemu. Mojej zachcianki. Mojej słabości. Świat mojego Syna jest prosty.

Na  moje chciałabym (nowy aparat/obiektyw, nowe buty/mieszkanie, nową torebkę/sukienkę- niepotrzebne skreślić) rzucone gdzieś mimochodem- podbiega, zarzuca drobne ramionka na moja szyję i mówi "Ale mamuś, jak dorosnę to Ci wszystko kupię!".

Na moje mogłabym (posprzątać/ ugotować/ zrobić prawo jazdy)- podbiega, bierze mnie za rękę i ciągnie do swojego pokoju "Mamusiu, chodź, ja się z Tobą pobawię, będzie super!".

Kiedyś usłyszał jak narzekam, że nie mamy ogródka, nawet małego, a dla dziecka to taka frajda. A ten balkon, to też taki malutki, nawet wyjść się nie da, bez sensu. No, przecież zawsze myślałam, że moje dzieci będą jeść śniadanie na tarasie i boso po trawie hasać... Nie tylko u babci i dziadka. U siebie.
Spojrzał na mnie zdziwiony taki. 
-Ale mamo, co Ty? Przecież nasz ogródek, to jest najfajniejszy!
-Nasz ogródek?- pytam zdziwiona
-No tak, ten za domem!

I tak to. Pas trawy z naszym domem stał się naszym ogrodem. Idziemy na spacer, a Miesio czasem zarządzi :
-Chodźmy dziś do naszego ogródka, dawno nas nie widział!
Spacerujemy między krzakami, pod oknami sąsiadów i... jesteśmy w zaczarowanym ogrodzie. Kiedy spadł śnieg moje Dziecko odkryło jeszcze jedną cudowność jaki ten ogród oferuje. Górkę do saneczkowo- jabłuszkowych zjazdów. Idealna, bo nie za wysoka, nie za niska. Taka w sam raz.
- Mamo! Nasz ogródek jest najlepszy! Szkoda, że Babcia takiego nie ma!!! - usłyszałam.

Tak sobie myślę, coraz częściej nawet... Czy nasze Dzieci rzeczywiście pragną tego, co tak rozpaczliwie próbujemy Im zapewnić?


Dzisiaj na zdjęciach NASZ ogródek, NASZ las i NASZ kot, z którym (jak z każdym spotkanym kotem) taki to dialog się wiąże:
- Ale śliczny! Może być nasz? Proszę, proszę...
- Synku, wiesz, ze nie możemy mieć kota, bo tata jest uczulony. Poza tym on pewnie już ma swój dom...
- Mamo, ale tak na niby nasz! Nie rozumiesz?


Z szafy Mieszka:
Czarna kurtka i kombinezon, rękawice- h&m
Śniegowce- Coqui
Turkusowy komin z uszami- Boskas Teddies
Dziergana czapa myszka- MonDu
Pomarańczowa kurtka- lidl

niedziela, 25 stycznia 2015

Daj czas.


Dziś wpis niepodobny do pozostałych, ale pytań się uzbierało, temat wypada "ugryźć". Z racji zawodu czasem ktoś mnie zapyta o metodę Domana (nauka czytania dla Maluszków, nawet niemowlaków), o to jak przyspieszyć rozwój dziecka. Ale po co go przyspieszać?- pytam wtedy. 
Czasy mamy takie jakieś dziwne, że wszystko chcemy szybko, w pośpiechu, niecierpliwie. A tu czasem trzeba poczekać. Na nasze Dziecko, które nie chce szybko, chce w swoim własnym tempie. Nie zawsze jest to łatwe czekanie, bywało że i ja czekałam niecierpliwie. Na to żeby zaczął chodzić (a przecież długie raczkowanie jest zdrowe!), rysować (a przecież lubi malowanie!) czy puzzle układać (ale za to książki uwielbia!). Zachęcałam, kombinowałam i nic. Odpuściłam. I wtedy "problem" rozwiązał się sam. Zaczął biegać (chodzić do dziś nie umie;)) i nadszedł dzień w którym polubił rysowanie. Puzzle pokochał  i jak nie układał wcale, tak teraz wszystkie, w rozpiętości od 10 do 100 elementów (od 50 wzwyż z pomocą). Więc warto poczekać.
Nie chodzi mi o to by dziecka nie stymulować, nie wyrównywać deficytów kiedy one faktycznie są. Chodzi o to by czasami się wstrzymać, dać Mu czas, kiedy się z czymś "spóźnia", ale ogólnie Jego rozwój nie budzi zastrzeżeń. Mam tu na myśli te zwykłe umiejętność jak właśnie rysowanie, czy puzzli układanie. 
A co z tym czytaniem, przyspieszaniem rozwoju dziecka, tak modnym stymulowaniem? Cóż, nie ma nic złego w zabawach edukacyjnych, w rozwijaniu naszego Malucha. Pod warunkiem, że pamiętamy o tym jak ważna jest zwykła aktywność i zabawa. To ona u małego dziecka jest kluczowa dla prawidłowego rozwoju. Gilgotki i przytulasy z rodzicami, klocki, proste układanki, turlanie piłki po dywanie, spacery, wycieczki, książeczki z obrazkami- to przyda się dwulatkowi znacznie bardziej niż wczesna nauka liczenia czy kontakt z kartami Domana. 
Pyta czasem ktoś jak to u nas jest. Mój Syn ma ponad 3,5 roku. Liczy póki co do 15- tu, zna sporo liter. Wie, że jak ma 5 cukierków, a tata zje Mu dwa, to zostaną trzy :) Nie uczyliśmy go tego, liczyć nauczył się mimochodem, o literki sam czasami pytał. Ostatnio zaczął sobie sam wpisywać nazwy bajek na youtube ;)  Do niczego Go nie zmuszamy, bo to prosta droga do zniechęcenia. Obserwujemy i podążamy. Kocha książki, więc dużo czytamy. Ostatnio układamy sporo puzzli, gramy w gry, odpowiadamy na setki pytań o to jak zbudowane jest nasze ciało i o kosmos. Generalnie wie tyle ile sam chce wiedzieć, tyle o ile pyta (a pyta sporo). To się kiedyś zmieni, ale myślę, że na tym etapie spokojnie wystarczy. Geniusza nie hodujemy, bo kto by potem z Nim wytrzymał? Na pewno nie ja ;) 
To na co nigdy nie jest za wcześnie, to rozwój kompetencji społecznych. Rozmawiajmy z Dziećmi dużo o emocjach i uczuciach, omawiajmy i komentujmy zachowania nasze i innych ludzi, uczmy empatii. Możemy delikatnie ośmielać Dzieci wycofane, wyciszać te ekspansywne (o, tu o naszym Miesiulu mowa;)) Czytać książki, oglądać razem bajki i dyskutować o tym jak się czuli bohaterowie w konkretnych sytuacjach. To wiedza, która na pewno zaprocentuje. A Wy? Na co stawiacie w rozwoju Waszych kilkuletnich Dzieci?


Narzutka i poduszka- La Millou

Puzzle- drewniane w skrzyneczce -Melissa&Doug. Sprezentowane przez Wujka i jak to z prezentami od Wujka bywa- ulubione. Teraz, bo wcześniej przez długi czas zbierały kurz. 12 elementów to dla Mieszka pikuś, ale uwielbia odnieść taki ekspresowy sukces ;) Pozostałe ze zdjęć to trefl. Miesio układa masowo (po kilka pudełek za jednym posiedzeniem), wiec puzzli musi być w domu dużo, a te tradycyjne z trefla są niedrogie (10 zł za 30 elementów) i całkiem niezłe. Chyba powinnam zrobić puzzlowy post, bo mamy już niezłą kolekcję ;)

Na zdjęciach jeszcze nowa miseczka i sztućce, które się po prostu same pchają pod obiektyw- takie piękne! Solidne, porządne, dostępne w jednym z naszych ulubionych sklepików- Pikinini