czwartek, 6 marca 2014

Z dzieckiem w szpitalu- jak przetrwać?


Kiedy pakowałam torbę do szpitala po raz szósty  ( a jeśli doliczyć te pobyty, kiedy to Miesio był jeszcze mieszkańcem mojego brzucha- chyba dwunasty), pomyślałam, że to temat który muszę poruszyć. Szpital z dzieckiem. Temat trudny i ważny. Po raz pierwszy mieliśmy ten komfort by się przygotować na to wydarzenie. Przygotować nas- rodziców. Przygotować Dziecko.


Pamiętam ten pierwszy raz. Byliśmy totalnie zagubieni. Z pomocą przyszły inne mamy- szpitalne weteranki. Udzieliły nam pomocnych rad. Inne strategie wypracowaliśmy sami. Pomagają przetrwać, sprawiają, że trauma poszpitalna jest mniejsza. Dziś dzielę się nimi z Wami, mając nadzieję, że nie skorzystacie.


1. ROZMAWIAJ Z DZIECKIEM, INFORMUJ O TYM CO SIĘ DZIEJE.

To coś o czym możesz zapomnieć, kiedy akcja szpital jest nagła. Strasz się uspokoić własne nerwy, w biegu spakować, to co najważniejsze. Wsadzasz dziecko do samochodu i jedziesz. Poświęć 2 minuty na to by powiedzieć dziecku o tym gdzie jedziecie i dlaczego. Powiedz, że zostanie zbadane przez lekarza. Nie zapomnij dodać, że będziesz przy Nim i że wszystko będzie dobrze:)

Jeśli Wasza hospitalizacja jest planowana wcześniej, jeśli ma to być zabieg, operacja czy też jakieś badania-masz ten komfort by przygotować dobrze dziecko na to co się wydarzy. 

Wydaje Ci się, że Maluch nic nie rozumie? Prawda stara jak świat mówi, że rozumie więcej niż nam się wydaje!
Maluch nie ma jeszcze poczucia czasu, więc krótkiej informacji możemy udzielić mu w dniu hospitalizacji, ewentualnie dzień wcześniej. Ze starszym dzieckiem porozmawiajmy o tym kilka dni wcześniej. Znacie Wasze dzieci najlepiej, na pewno wyczujecie ten odpowiedni moment.
Nie zarzucajmy jednak dziecka nadmiarem informacji. " Pojedziemy na wycieczkę  do szpitala i tam pan doktor zbada brzuszek. Na brzuszek położy taką magiczną galaretkę, wiesz? A później weźmie takie czarodziejskie urządzenie i zrobi o tak ( demonstracja)."  Taka krótka informacja wystarczy dziecku w wieku 2-3 lat. Jeśli dodamy trochę magii ( magiczna galaretka czy urządzenie)- dziecko zniesie badania lepiej. Starszemu dziecku możemy opowiedzieć więcej. Dlatego dowiedzmy się o danym szpitalu oraz  planowanych badaniach i zabiegach- możliwie najwięcej. Dzięki temu łatwiej będzie nam odpowiadać na ( być może) dociekliwe pytania Malucha.
Nie zapewniajmy dziecka, że " Nic nie będzie bolało". Ta metoda działa tylko raz, następnym razem Maluch nam nie uwierzy. Szpital  prawie zawsze łączy się z, mniejszym lub większym, bólem. Standardową procedurą jest  pobieranie krwi, wkłucie wenflonu.


2. DOBRZE WAS SPAKUJ.

Co spakować? Ulubioną zabawkę. Taką przy której dziecko czuje się bezpiecznie. Kilka takich, które zajmą go w chwilach nudy ( zagadki, puzzle, kredki i kolorowanki, książki, odtwarzacz cd i płyty z piosenkami, bajkami)
Możecie razem kupić na tę okazję specjalnego przytulaka. Z nami tym razem był łoś, owca i miś:)

Obowiązkowe punkty na naszej liście to:

Zestaw lekarski- pozwala Mieszkowi odreagować wszystkie, nieprzyjemne badania. Robi nam zastrzyk za zastrzykiem, pobiera krew, nakleja plasterki... Przez chwilę to on jest doktorem. Osobą decyzyjną i panem sytuacji. I  dobrze mu to robi! :)

Książki dotyczące tematyki szpitalnej, bajki terapeutyczne-  czytamy je w domu, czytamy w szpitalu. Teraz towarzyszy nam Alek i łoś Tadeusz. Mieszko bardzo utożsamia się z Alkiem, swojego Łosia również nazwał Tadeuszem:) Nawet jeśli przygody szpitalne Was omijają- taka lektura nie zaszkodzi. Lepiej żeby dziecko miało jakieś pozytywne skojarzenie, związane ze szpitalem, w głowie. Tak w razie czego;)

Książeczkę " Bo ja idę do szpitala" znajdziecie TU .
Naszego łosia, który spełnił swoją rolę, szpitalnego kompana, znakomicie TU

Pakujemy również wygodne ubranka ( lekkie, w szpitalu jest przeważnie za ciepło), obuwie ( raczej nie utrzymacie Malucha w łóżku przez 24 h), sprawdzone kosmetyki (lepiej się nie zastanawiać czy wysypka, to reakcja na podany lek czy może działanie nowego kosmetyku), przekąski i jedzenie ( na szpitalne za bardzo bym nie liczyła;)) Oczywiście dokumentację medyczną, dokumenty... Drobne monety! Na tv:) Tych kilka bajek może nam pozwolić na spokojną rozmowę z lekarzem, telefon do przyjaciółki, zwyczajny reset. 

Pakujemy płyn do dezynfekcji rąk, mydło w płynie. Używamy często. To i nie łażenie po korytarzu, sprawiło, że nigdy nie przywlekliśmy, ze szpitala do domu, popularnej "jelitówki".


3. POMYŚL O SOBIE

Spakuj dobrą książkę, film na wieczór, coś pysznego. Dzwoń do bliskich i mów o tym co się dzieje. Odreagujesz, spojrzysz na wszystko z dystansem. Jeśli chcesz- płacz. Zostaw Dziecko z  kimś, kto w danej chwili czuje się lepiej i idź sobie popłakać. Naszego Księciula diagnozowano pod kątem bardzo poważnych chorób. Najgorsze co mogliśmy zrobić, to zdusić cały ten lęk i paraliżujący strach w sobie. Zgrywać super dzielnego rodzica. Nadrabiając miną- często odcinasz sobie potencjalne wsparcie ze strony otoczenia. W tak ekstremalnych sytuacjach- nie warto.
Bardzo ważny punkt- przyjmij każdą pomoc! Babcia, wujek, przyjaciółka. Niech posiedzą godzinkę czy dwie z Maluchem. Dla Niego to atrakcja, która umili szpitalny pobyt. Wy- rodzice- zyskacie chwilkę dla siebie. Pamiętam jak urywaliśmy się poza szpitalne mury. Na lody, kawę, spacer. Na początku poczucie winy było ogromne ( " Nasze dziecko w szpitalu a my sobie spokojnie lody wcinamy?!"), ale ostatecznie to te chwile pozwoliły nam przetrwać . W szpitalu spędziliśmy ponad miesiąc i bez nich powrót do rzeczywistości byłby naprawdę trudny.
Jeśli jest Was ( rodziców) dwoje a pobyt jest długi- wymieniajcie się nockami.


4. KONTAKT Z PERSONELEM SZPITALA

Ameryki nie odkryję. Trzeba być miłym. Im my byliśmy milsi dla lekarzy i pielęgniarek- tym oni byli milsi dla Mieszka.
Radziłabym również nie czekać na to aż lekarz przyjdzie i powie nam co się dzieje, jak wyniki. Za pierwszym razem w szoku byłam, kiedy lekarz przyszedł na obchód, zbadał dziecko i bez słowa wyszedł. Teraz już wiem, że im więcej pytam, ciekawię się, odwiedzam gabinet lekarza- tym lepiej. Mają nas dość, owszem,  ale są też uważniejsi, dokładniej analizują dokumentację i wyniki badań, zaczynają nas informować bez proszenia o to.
Dobrze należy żyć zwłaszcza z pielęgniarkami. My zdążyliśmy się z niektórymi zaprzyjaźnić i okazało się, że można poczekać te 15 minut z kroplówką czy pobraniem krwi aż Maluch się obudzi. Że w sali z dzieckiem może przebywać więcej niż jedna osoba dorosła. Przykłady mogłabym mnożyć.
Jeśli Wasze dziecko nie ma infekcji,  jego stan ogólny jest dobry- upierajcie się przy spacerach. Ba! Starajcie się wybierać te szpitale, które pacjentów urlopują. My prawie zawsze trafiamy ze złymi wynikami krwi, z dzieckiem w stanie ogólnym bardzo dobrym. W jednym szpitalu nie pozwolili nam nawet na spacer, będąc w innym- więcej czasu spędziliśmy " na urlopie" niż na oddziale.
Na koniec prawda smutna i kontrowersyjna. Znajomości. Jeśli masz jakieś- wykop je spod ziemi. I nie wahaj się ich użyć. Chodzi o zdrowie, czasem nawet życie, Twojego dziecka. Niestety przekonaliśmy się aż za dobrze o tym, jak zmienia się podejście do przypadku naszego dziecka, kiedy zadzwoni ktoś " ważny"...
O wszystko- pytaj lekarza. NIGDY NIE SZUKAJ ODPOWIEDZI W INTERNECIE ( Bóg jeden wie, ile przez to straciłam nerwów... )


5. MYŚL KONSTRUKTYWNIE

Dlaczego akurat moje dziecko? Może zrobiłam coś źle i dlatego jest chore? Co byśmy teraz robili gdybyśmy tu nie byli? Co jeśli, to bardzo groźna choroba?, A co jeśli nieuleczalna? Czy będzie miało traumę?, Czy będzie mi ufało, jeśli codziennie prowadzę go na pobranie krwi i inne bolesne badania? Czy obudzi się po narkozie? Czy promieniowanie rentgenowskie bardzo mu zaszkodzi?

Na większość z tych pytań i tak nie poznasz odpowiedzi od razu. Na niektóre może nie poznasz  jej nigdy. Staraj się wyrzucić je z głowy. Zastąp je pytaniami konstruktywnymi. Jak mogę zminimalizować te negatywne doświadczenia u dziecka? Co mogę teraz zrobić? Kogo poprosić o pomoc? Czy wiem co robić po wyjściu ze szpitala?


A Wy? Macie jakieś szpitalne doświadczenia? Swoje strategie na radzenie sobie w takiej sytuacji? Piszcie!

14 komentarzy:

  1. Zatrzymam je sobie i mam nadzieję, że nie będę musiała ich użyć .....
    A wam życzę zdrowka!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze to napisałaś. Książkę na pewno kupimy. Zdrówka, zdrówka, zdrówka!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nasz lulak tez z nami wszędzie chodzi. :) Zdrówka i oby łoś już nie musiał zwiedzać takich miejsc.

    OdpowiedzUsuń
  4. Doświadczeń szpitalnych z moją pociechą na szczęście nie mam, ale o służbie zdrowia mogłabym książkę napisać, niestety niezbyt pochlebną.Bez znajomościami to w dzisiejszych ani rusz, a w szpitalu trzeba samemu trzymać rękę na pulsie, niestety...Dla Twojej pociechy zdrowia i samych pozytywnych wiadomości! Trzymajcie się cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jako pielęgniarka ze smutkiem czytałam punkt 4. :( Nie będę zaprzeczać, bo widzę, co się dzieje - i krew mnie zalewa, kiedy to widzę... Powinnam zmienić zawód, bo mi wstyd za niektórych :/
    Poza tym zgadzam się z Tobą w zupełności. Tylko dziwi mnie, że musieliście mieć własny płyn do dezynfekcji... Nie było na sali szpitalnej?!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dobry i bardzo potrzebny tekst. Oby czytające go mamy nie musiały korzystać z Twoich rad, ale jeśli przyjdzie taka potrzeba będzie on świetnym przewodnikiem. Mamy nadzieję, że z Mieszkiem wszystko dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chcieliśmy z mężem bardzo Ci podziękować za punkt nr 5 !!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję, że już coraz mniej takich pobytów szpitalnych u was będzie... Możliwe, że wogle nie będzie?

    Bardzo dobrze napisane porady. Napewno pomocne i pomagające przetrwać.
    Znajomości i 'uprzejmości' niestety muszą być, bo inaczej ciężko. Przykre to bardzo.

    Irek miał tydzień, jak karetką na sygnale został przewieziony ze szpitala w którym się urodził do Centrum Zdrowia Dziecka. Było ciężko... Beczałam głośniej niż wszystkie noworodki na oddziale razem wzięte. Nie umiałam odejść na chwilę od Irka, żeby odpocząć. W końcu anioł - pielęgniarka 'wygoniła' mnie na spacer na dwór.
    Mamy, które miały maluszki w dużo poważniejszym stanie pocieszały mnie i pomagały.

    Dezynfekcja rąk była obowiązkowa - przed wejściem do sali i wyjściem.

    Później trafiliśmy jeszcze raz i na własne życzenie wypisaliśmy się...

    Może teraz byłabym silniejsza i mądrzejsza...

    Dziękuję za mądry tekst. Życzę wam dużo zdrowia i uśmiechu. Buziaki dla Mieszka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny artykuł, choć wstyd, że ze strony służby zdrowia to tak wygląda. Niestety znam obie strony i jako pacjent w większości przypadków mam podobne doświadczenia, dlatego cieszę się, że o tym napisałas, trzeba głośno mówić o tym co nie tak, może kiedyś dotrze do świadomości, może czasem przełamie rutynę, albo choć zmusi do zastanowienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie chciałam by taki to miało wydźwięk. Bo spotkaliśmy też kilka wspaniałych osób. Bo są tacy lekarze jak Ty, Twój Tato - wspaniali ludzie.

      Usuń
    2. jestem z ciebie dumna.

      Usuń
  10. Może to spotkać każdą z nas i niejedną spotyka. Dziekuję Tobie za tą siłę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja niestety doświadczenia ze szpitalami mam jak najgorsze. Kiedy córka miała zapalenie płuc, to nie dość, że pielęgniarki były bardzo niemiłe (zresztą dla pozostałych dzieci i rodziców również, za to sobie z dzióbków spijały...), to mała potwornie nudziła się w szpitalu. Szkoda, że w polskich szpitalach nie ma takich fajnych rzeczy dla maluchów, jak na tym filmiku http://www.innovationandyou.philips.com/?country=pl_PL&language=pl_PL#!/content/3/5 - aż serce się ściska, kiedy widzi się roześmiane buzie dzieci w szpitalu... Słyszałam, że w niektórych placówkach są specjalne pomieszczenia przyjazne dzieciom, ale dla mnie są to jakieś mityczne miejsca - jeszcze nigdy żadnego nie widziałam :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas była świetlica, ale lekarz radził nie korzystać. I nie korzystaliśmy mimo ponad miesięcznego pobytu. Ci co korzystali zaliczyli rota, my nie...

      Usuń