piątek, 6 czerwca 2014

Synku!


Kiedy śpisz, zaciskasz tak śmiesznie piąstki. A ja wracam myślami do tamtych chwil. No wiesz, tych gdy byłeś po drugiej stronie brzucha jeszcze. Wypatrywałam Ciebie tak niecierpliwie… I choć byłam Mamą od prau zaledwie chwil- wiedziałam wszystko najlepiej.
Wiedziałam na przykład jaki będziesz. Bystry, nawet bardzo. Piękny. Spokojny i pogodny. Uśmiech nie będzie schodził z Twojej twarzy. Przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu. Płacze? Krzyki? Kolki? Bunt dwulatka? Choroby? Alergie? Problemy? Nie, jakoś nie brałam tego pod uwagę. Może innym dzieciom się, to zdarza, ale przecież nie Tobie!
Wiedziałam też doskonale jaką będę mamą. Uśmiechniętą i zrelaksowaną. Tobą wiecznie zachwyconą. Z całym morzem cierpliwości i pozytywnej energii. Zmęczenie? Nieprzespane noce? Zniosę to ze śpiewem na ustach! I znajdę czas na wszystko. Będę się z Tobą bawić kiedy tylko zechcesz. I dużo z Tobą rozmawiać. Nigdy głosu na Ciebie nie podniosę, wszystko spokojnie wytłumaczę. Tuzin książeczek czytać Ci przed snem będę. Dzień w dzień, bez wyjątku. Oczywiście będę pracować. Rozwijać się, szkolenia i (liczne) kursy zaliczać. Podróżować. Gotować dwudaniowe obiady. Zdrowa i zbilansowana dieta, to podstawa, więc jeszcze pożywne śniadania, lekkie kolacje, koktajle warzywne pomiędzy. Ciasta tylko domowe i bez cukru. A, kompoty będę gotować! I konfitury, dżemy, soki… Dom będzie lśnił czystością. Będę dwa razy dziennie krem wklepywała i nie wyjdę z domu bez makijażu. I biegać nawet będę! Zawsze znajdę czas dla przyjaciółek. Randki z Twoim Tatą? Nawet się nad tym nie zastanawiam, przecież dwa razy w tygodniu to minimum, trzeba poszukać dorywczej niani!
Wiedziałam również jak będzie wyglądało nasze życie. W najdrobniejszych szczegółach.
Na przykład te słodkie, leniwe poranki. Gdzie nigdzie nam niespieszno. Leżymy w białej, wykrochmalonej, nie skażonej najmniejszą plamą, pościeli. Leżymy i przyglądamy się Tobie. A Ty obdarzasz nas słodkimi uśmiechami i melodyjnym „a gugu”.  Możemy tak godzinami. Codziennie. W ciągu dnia wszystko mogę zaplanować dokładnie tak jak chcę, nic mnie nie zaskoczy. Przecież wcieliłam w życie odpowiednie metody, zalałam Cię falą miłości i ciepła. Bezpieczeństwa. Będziesz więc spał i jadł codziennie o tych samych porach. Będziesz spokojnym i pogodnym niemowlęciem. Wieczorem położę Cię w Twoim ślicznym łóżeczku. Zaśniesz niemalże natychmiast. Nie? A to nic, mogę Cię głaskać po pleckach choćby do samego rana. To sama przyjemność, naprawdę.
Miałam jeszcze kilka innych wizji, w których byłeś słodkim roczniakiem, spolegliwym trzylatkiem, bezproblemowym dziesięciolatkiem, wybitnym szesnastolatkiem, dojrzałym dwudziestolatkiem, opiekuńczym trzydziestolatkiem... I tak dalej. A my- rodzice- na każdym etapie uśmiechnięci, naładowani pozytywną energią. Z całym morzem cierpiwości. Bez problemów i zmartwień. Płyniemy przez życie łagodnym nurtem. Zawsze używamy właściwych słów i wiemy co robić. Nie popełniamy błędów. Tak…
A potem się Synu urodziłeś.
I błąd za błędem, problem goni problem. Prawie nic nie wygląda tak, jak to sobie wyobrażałam! A jednak, Synku, czy moglibyśmy być szczęśliwsi?! Za każdą, tak bardzo nieidealną, chwilę, dziękuję Ci. 



6 komentarzy:

  1. o, jakbym siebie słyszała... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha i ja też siebie ;)
      W planach i marzeniach wszystko jest takie idealne i poukładane,ale rzeczywistość bywa już inna,bardziej "brutalna'' i zazwyczaj nie po naszej myśli...przynajmniej nie jest nudno,a człowiek czuje,że żyje ;))

      Usuń
  2. Ależ pięknie to napisałaś!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, świetny tekst!!!

    OdpowiedzUsuń